Największy nacisk kładziemy na tradycyjne i prawie niezmienione metody produkcji. Do tego służą nam stare piece chlebowe, oraz dawne sprawdzone receptury.
   
  Strona Główna

Pragniemy poinformować Państwa

o uroczystości, która odbyła się w sobotę 18.07.2009!

Józef i Maria Gałuszka zostali uhonorowani

najwyższymi odznaczeniami PZŁ.

IMG_2084.jpg

IMG_2060.jpg

IMG_2022_copy.jpg

Najstrszym myśliwym na żywiecczyźnie jest Józef Gałuszka. Ma obecnie osiemdziesiąt trzy lata i tyle wspomnień, że można by na ich podstawie napisać grubą książkę. Skarbnicą wspomnień, historii i ciekawostek z przeszłości jest także jego żona Maria.

Pionierzy

Mówią, że prowadzili intensywne życie, mieli i mają wiele różnorodnych zainteresowań. Ich nazwisko znane jest zwłaszcza starszym rodowitym zywczakom dzięki całej liczbie zasług i podejmowanych działań. Byli m.in. założycielami Biura Turystycznego Gromada i pionierami tzw. wczasów pod gruszą, czyli obecnie agroturystyki na Żywiecczyźnie. Rozkręcili, to nie jest duże słowo, turystykę w kilkunastu miejscowościach powiatu.

Pan Józef wzbrania się przed opowiadaniem - Tego się nie da ogarnąć w ciągu krótkiego czasu. Poluję już przecież prawie 70 lat - przyznaje.
- Mówili na mnie żartobliwie szofer-dżentelmen, bo wielką uwagę przywiązywałem do myśliwskiego stroju, byłem wręcz koneserem. Nosiło się wtedy pumpy.

Jest jednym z załozycieli Polskiego Związku Łowieckiego na Żywiecczyźnie, był jego sekretarzem od 1945, założył też Koło Myśliwskie Groń w 1948 r. Pamięta czasy przedwojenne i ówczesne łowy.

jozefgaluszka.jpg
Józef Gałuszka pokazuje strzelbę, ktora nabył dwa lata temu. - Jest dla mnie za ciężka. Kupiłem już mniejszą i lżejszą - mówi

Dawny Splendor

Przed wojną polowali zacni i majętni ludzie, arystokracja, sędziowie, lekarze. Wszystko zmieniło się z upływem czasu, rozmywało - Byliśmy wtedy jak rodzina. Zarząd był w Krakowie. Pisano wtedy do mnie Jaśnie Wielmozny Panie, potem Wielmozny Panie, potem był Pan, a w końcu Obywatel - uśmiecha się pan Józef, ilustrując rozluxnienie i przeobrażenie splendoru myśliwskiego na tle zmieniającej się historii. - Teraz wszystko jest już inne, nie ma tej całej otoczki, etyki i honoru - dodaje. Józef Gałuszka był też łowczym powiatowym.
- To kiedyś była figura, osobistość - przyznaje pani Maria. Łowczym powiatowym był do czasu wybuchu II wojny światowej arcyksiążę Karol Olbracht Habsburg.
- Pamiętam go z polowań. Chociaż sam kontakt z nim był niewielki, bardzo mi imponował, zwłaszcza tym jak strzelał. Gdy polowaliśmy na ptactwo, on miał zacięcie strzelać do kszyków. To ptak mniejszy niz gołąb, ogromnie ruchliwy, a książę strzelał do niego z kuli, nie ze śrutu. To musiały być bardzo celne strzały- wspomina myśliwy.

Powód do dumy

Dawniej to był wielki honor mieć strzelbę. Wychodziłem z domu na polowanie z bronią na ramieniu. Teraz już tego nie wolno - żałuje pan Józef. O niesamowitych wręcz historiach ze swojego życia opowiada w gabinecie pełnym mysliwskich trofeów.
- Nie są to najpiękniejsze sztuki. Mogłem mieć setki rogaczy. Strzelało się zawsze sztuki słabsze, ale z każdym z trofeów związane jest jakies moje wspomnienie, jakaś chwila mojego życia. Kiedyś miałem tu całą menażerię. Część zabrały dzieci, część jest w żywieckim muzeum, inne rozdaliśmy z żoną do szkół - tłumaczy. Pani Maria była pierwszą Dianą, kobietą myśliwym na Żywiecczyˇnie. Odważna i nowoczesna zwiedziła jako pilot wycieczek zagranicznych kawał świata.

Patriotyzm i honor

Gdy w sierpniu 39 r. zaczęło być coraz głośniej o wojnie, chciałem zaciągnąć się do wojska. Miałem 19 lat i wielką miłość do Ojczyzny. Szlag mnie chciał trafić, gdy okazało się, że brakuje mi dwa lata do wieku poborowego- opowiada pan Józef. Samochód oddał wojsku. Wszędzie szemrano, rozwieszano plakaty, pojawiały się hasła zagrzewające do obrony kraju, serce aż się rwało. Na 5 dni przed wojną młody Józef Gałuszka otrzymał telefon z wydziału wojskowego ze starostwa. Kierowca rodziny książęcej dostał powołanie do wojska, a Józef miał zaopiekować się samochodem Karola Olbrachta, jaki arcyksiążę zostawił w majątku na potrzeby przeprowadzki. Resztę wozów rozdał.
- Piękna Tatra z 38 r. Kierowca prosił mnie, żebym naprawdę o niego dbał, bo to był jego chleb. On przewidywał, że wojna skończy się za kilka miesięcy - przyznaje pan Józef. Nie słuchał instrukcji szofera zachwycony wozem, gdy wsiadał do niego w garażu.
- Myślałem wtedy, bo podobały mi się kobiety, że jak nim wyjadę, to będę miał wielkie powodzenie - smieje się. Potem nie wiedział gdzie jest rozrusznik, cudem wypatrzył go pod kierownicą. Znalazł też w bocznej kieszeni zostawiony tam przez nieuwagę browning 6.35 FN, broń szofera do osobistej ochrony. Kursował potem z porucznikami, majorami i wojskowymi między Żywcem, Korbielowem i Węgierską Górką, gdzie jak błyskawica junacy budowali forty obronne. 1 września dostał polecenie wyjazdu z policją do Krakowa.
- Ale to już inna historia - przyznaje pan Józef, odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz wieloma innymi państwowymi i myśliwskimi medalami.

(Dziennik Zachodni)

   
Oferta | Historia | Galeria | Konkursy | Zdrowy tryb życia | Dobre adresy | Ciekawostki | Jakość | Kontakt
Copyright 2004 Piekarnia J. Gałuszka      created by Bitlogic